Odzyskaj Dzień - blog

Dziecko w drodze – wywiad z Magdą Pinkwart

Magda i Sergiusz Pinkwart

Autorzy bloga dzieckowdrodze.com

Odwiedziliśmy ponad 60 krajów na 5 kontynentach, Sergiusz wszedł na Kilimandżaro i opłynął pod żaglami Przylądek Horn, Magda przejechała Rosję tam i z powrotem Koleją Transsyberyjską. Poznaliśmy się na austriackim lodowcu, ślub wzięliśmy w Bukareszcie, a naszego synka Wilhelma ochrzciliśmy w Jerozolimie. Od 5 lat prowadzimy blog podróżniczy dzieckowdrodze.com. Podrzucamy pomysły na rodzinne wycieczki, dzielimy się sprawdzonymi miejscówkami, zdradzamy sposoby na tanie i bezpieczne wyprawy z dzieckiem. Występujemy na najważniejszych międzynarodowych targach turystycznych, w radiu i telewizji. Jesteśmy autorami ponad 25 książek, wśród nich przygodowej serii dla dzieci i popularnych przewodników turystycznych.

  1. Co według Państwa podróże dają dziecku? A co dają podróże z dzieckiem osobom dorosłym?

Podróże były dla nas sensem życia, jeszcze zanim się poznaliśmy i na świecie pojawił się nasz syn. Nie znaczy to jednak, że wyjeżdżaliśmy często. Pracowaliśmy w korporacjach i mieliśmy tyle urlopu co wszyscy. Ale żyliśmy od wyjazdu do wyjazdu, myśląc tylko o tym kiedy znów spakujemy plecaki i ruszymy w drogę. Gdy na świecie pojawił się nasz syn – Wili, odkryliśmy jak ogromną przyjemność sprawia nam wspólne podróżowanie. Poznawaliśmy świat na nowo. Wolniej – bo z dzieckiem nie da się jechać bez przerwy ośmiu godzin. Wybiliśmy się z rytmu i dzięki temu zaczęliśmy dostrzegać więcej. Dziecko prowokuje też interakcje z miejscowymi. Zaczynamy rozmawiać. Znikają bariery. Dla naszego synka wychowanie w drodze jest czymś naturalnym. Uwielbia te tysiące bodźców, zmieniające się krajobrazy i coraz to nowych ludzi wokoło. Bardzo łatwo nawiązuje znajomości. Wie, że jego szelmowskiemu uśmiechowi nikt się nie oprze.

Nabiera pewności siebie, a jednocześnie wie doskonale, jaki świat jest różnorodny. I piękny. Zbiera doświadczenia, a potem na podwórku, czy w szkole, opowiada o swoich przygodach. Widzimy, jaką przyjemność czerpie z tego, że wianuszek rówieśników wpatruje się w niego z otwartymi buziami. Nauczycielka opisując pod koniec roku szkolnego Wilhelma napisała nam: „Jest urodzonym aktorem, który lubi być w centrum zainteresowania. To zapewne z uwagi na to, że dużo z rodzicami podróżuje”.

  1. Jakiego rodzaju atrakcje podczas podróży Państwa synek uwielbia najbardziej?

Wili ma pięć lat i obecnie jego największą pasją są dinozaury. Gdyby tylko mógł, jeździłby wyłącznie do Parków Jurajskich i muzeów historii naturalnej. Kilka miesięcy temu dostrzegł przy drodze billboard reklamujący park w Krasiejowie. Zmusił nas do zjechania z trasy i świetnie się bawił na stanowisku archeologicznym. A potem namówił dziadków, by pojechali tam z nim jeszcze raz. Dokładnie opisał im trasę i to, jakie dinozaury można tam zobaczy. Dziadek – geolog, był z niego bardzo dumny.

Ale Wili kocha też bardzo przyjazne dzieciom brytyjskie muzea (zwłaszcza muzeum Historii Naturalnej w Londynie, gdzie jest wielki T-Rex, który wygląda jak żywy). No i Dubaj, w którym był już dwa razy, bo tam jest wiele atrakcji dla dzieci – parków wodnych i parków rozrywki. Wili lubi wjazd na najwyższy budynek świata – Burdż Khalifę i wypatruje go z każdej części miasta.

Ale w Dubaju podoba mu się też metro bezzałogowe, gdzie może siedzieć z przodu i być maszynistą. Ostatnio byliśmy na Wyspach Owczych i myśleliśmy, że będzie się nudził. Ale chętnie chodził po górach i wypatrywał maskonurów na klifach. Miał także atrakcję – lot helikopterem – bo na Wyspach Owczych taki środek transportu to konieczność i jest bardzo tani. W Afryce podoba mu się, jak wychodzimy wieczorem na plażę z latarką i urządzamy polowanie na kraby. Oczywiście tylko fotograficzne, ale Wili bardzo się angażuje i potrafi gonić je do nocy.

  1. Podróżujecie Państwo również po krajach, w których dominuje inny kolor skóry niż biały. Jak napotykane dzieci reagują na Państwa synka?

Małe dzieci nie zwracają uwagi na kolor skóry. Potrafią się też doskonale porozumiewać nie znając obcych języków. Jednak wszędzie na świecie zwraca uwagę jasna czupryna Wilhelma – to coś, co zadziwia śniadych i czarnoskórych mieszkańców południa Europy i Afryki. Czasami objawia się to dość specyficznie.

Dzieciaki w wiosce Matemwe na Zanzibarze otoczyły naszego synka i nie mogły się oprzeć, żeby go dotknąć, pogłaskać po włosach. Dały mu wyprowadzić na spacer ich zwierzątko – uwiązanego na sznurku dużego kraba. W zamian za to chciały przejechać się wózkiem – czymś co na afrykańskiej prowincji było dla nich kuriozum. Patrzymy, jak podróże i osoby o innym kolorze skóry są dla naszego synka zwyczajne. Kiedyś byliśmy w hotelu, gdzie pośród białych był tylko jeden ciemnoskóry człowiek. Wili chciał nam coś o nim powiedzieć, to nie mówił, że dostał cukierka od Murzyna, tylko „od tego pana w czerwonej koszuli”. Kolor skóry był dla niego kompletnie nieistotny.

  1. Jakie miejsca w Polsce polecilibyście Państwo na wycieczki z dzieckiem?

Sergiusz jest zakopiańczykiem i wie najlepiej, jakim koszmarem jest życie w obleganym przez turystów kurorcie. Dlatego staramy się unikać tłumów i szukamy mniej znanych miejsc.

A Polska ma mnóstwo wspaniałych regionów, które są wprost stworzone, by spędzić tam czas z dzieckiem. Dla nas takim magicznym miejscem są Góry Świętokrzyskie. Znajdują się w centrum Polski, więc bez problemu dotrzemy tu zarówno z Warszawy, jak i Krakowa, Łodzi czy Lublina. Można tu znaleźć łatwe szlaki górskie, idealne dla małych nóżek. Są parki rozrywki, pomniki przyrody – jak Dąb Bartek, jaskinie, miejsca historycznych bitew i jeszcze dawniejszych osad na skrzyżowaniu szlaków handlowych. Zamki, katedry, podziemia pod średniowiecznymi miastami, wspaniałe, pięknie meandrujące rzeki. No i są dinozaury – co w przypadku naszego syna i jego zainteresowań, jest sprawą kluczową… Ostatnio naszym odkryciem jest pięknie położona wśród gór i bardzo ciekawa Bielsko-Biała. Wspaniałe są Bieszczady. Zdobywamy z synkiem Koronę Gór Polski, więc często odwiedzamy górskie regiony. Nie ma drugich takich na świecie.

  1. Na co trzeba szczególnie uważać i o czym pamiętać podczas podróży z dzieckiem?

Mały podróżnik musi być zdrowy, najedzony i wyspany. Nie ruszamy się nigdzie bez podstawowego zestawu lekarstw i dobrego ubezpieczenia. Zawsze też mamy ze sobą drobne przekąski, kanapki i wodę. Bo tak to już jest, że dziecko zaraz po wejściu do samochodu, pociągu, czy samolotu, natychmiast robi się głodne. Staramy się unikać chipsów, czy batoników, więc pozostają kanapki.

Czupel

Wili, jak jest głodny, to potrafi sam sobie zrobić kanapkę, posmarować chleb pasztetem, czy dodać plasterek sera. Zjada też chętnie owoce, także suszone, które zabieramy w podróż zamiast batoników. W szkole – chodzi do pierwszej klasy, i jak każdy pięciolatek w Anglii, gdzie mieszkamy od paru lat – przeszedł kurs zdrowego żywienia i teraz z miną znawcy poucza nas co możemy jeść, jaki napój zawiera cukier, a co jest szkodliwe dla zdrowia.

  1. Jaka jest Państwa ulubiona pamiątka z podróży?

Po rozpakowaniu plecaków, gdy wracamy z podróży do domu, znajdujemy czasem poutykane gdzieś pomiędzy ubraniami kamienie. Nasz synek zbiera je „dla dziadka” – geologa. Ale to wszystko. Z premedytacją nie kupujemy żadnych typowych pamiątek. Najlepszą pamiątką są dla nas zdjęcia i opisywanie naszych podróży na blogu. Robimy to także dla siebie. Wili lubi oglądać nasze wpisy i wraca wspomnieniami do przeżytych przygód.