Odzyskaj Dzień - blog

Znajkraj – wywiad z Szymonem Nitką

 

Szymon Nitka – latem turysta rowerowy, a zimą narciarski – na biegówkach, autor bloga podróżniczego Znajkraj i popularnego profilu na Instagramie, autor w Magazynie Turystyki Rowerowej Rowertour, finalista Turystycznych Mistrzostw Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną, wyróżniony nominacją do nagrody Podróżnik Online od National Geographic

Jaka była Pana pierwsza wyprawa? Jak ją Pan wspomina?

Na pierwszą samotną, kilkudniową wyprawę rowerową pojechałem w VIII klasie szkoły podstawowej, czyli jakieś 25 lat temu. Celem były umocnienia Wału Pomorskiego w północnej Wielkopolsce – okolice Wałcza. Wtedy jeszcze nie było telefonów komórkowych, a podstawowym sygnałem że wszystko ze mną w porządku, jaki dawałem matce, była kartka pocztowa, jaka dochodziła do Gdańska po 2-3 dniach.

Wspomnienia – pierwsze, gdy wyprzedzający mnie samochód z dłużycą (długimi pniami drzew wiezionymi na przyczepie) zbyt szybko wrócił na swój pas i dostałem w twarz czerwoną szmatą zawieszoną na końcu najdłuższego pnia. A drugie – gdy przewróciłem się na prostej drodze sięgając po cukierki schowane w tylnej sakwie. Obydwa mało turystyczno-krajoznawcze, raczej związane z pierwszymi doświadczeniami samotnej podróży i nieprzewidywalnością zdarzeń. Naturalnie żadne z nich nie zraziło mnie do turystyki rowerowej, raczej uczuliło na pewną czujność, o jakiej nigdy nie należy zapominać.

 

Ile czasu zajmuje Panu planowanie wyprawy?

Choć nie podróżuję po odległych stronach, to łączny czas moich przygotowań czasem może wynieść nawet i tydzień. Najwięcej pochłania research krajoznawczy – czasem trafia się na tak niesamowite historie mające miejsce w zupełnie niepozornych miejscach, że trudno nie oddać się dłuższej lekturze.

Podczas wyprawy z Profi po szlaku rowerowym Odra-Nysa trafiłem na wspomnienie po nowoczesnej dzielnicy dawnego miasta Forst. Po wojnie ta część Forst znalazła się po polskiej stronie Nysy i wkrótce została rozebrana przez powojenne władze by pozyskać cegły do odbudowy wielkopolskich miast, a może i Warszawy. Patrząc na archiwalne zdjęcia świeżo wybudowanego, przedwojennego Forst z fontannami i gwiaździstym układem ulic, trudno sobie wyobrazić, że wszystko to rozebrano co do cegły i wykorzystano ponownie gdzie indziej.

Przed wyprawą do Norwegii fascynującym zajęciem było śledzenie całej zaplanowanej trasy w Google Street View. To też element planowania – w ten sposób mogłem wstępnie wytypować miejsca na nocleg w namiocie, gdyż w Norwegii nie zawsze to łatwe. W przypadku wypraw gdy mam do dyspozycji drona, również staram się przejrzeć okolicę w poszukiwaniu interesujących krajobrazów.

A to klasyczne przygotowanie jak wybór sprzętu, pakowanie, kupno biletów na podróż czy rezerwacja noclegów z czasem staje się rutyną i już dzisiaj nie kosztuje mnie wiele czasu. Tym bardziej, że nie należę do maniaków sprzętu i nigdy nie posiadałem go specjalnie wiele. Zawsze wolałem mieć jeden sprawdzony element wyposażenia, zamiast kompletu różnych “zabawek” – to często ułatwia wiele wyjazdowych kwestii.

 

Lepiej podróżuje się samemu czy w towarzystwie?

Podróż we dwoje, gdy tą drugą osobą jest życiowy partner, zawsze będzie dla mnie najfajniejszym doświadczeniem. To rodzaj przedłużenia, wzmocnienia więzi, lepszego poznania siebie, czasem okazji do wzajemnego wsparcia, ale przede wszystkim wspólnego cieszenia się podróżą, wspólnym odkrywaniem nowych osobistych “światów”.

Ale jednocześnie bardzo lubię też podróż w pojedynkę. To czas dla siebie, na przemyślenie wielu osobistych kwestii, oderwanie od codzienności i takie zdrowe oddzielenie od partnera, które w związku również jest potrzebne. To też możliwość jazdy własnym tempem, planowanie podróży wyłącznie pod kątem siebie samego, czy nawet możliwość rozłożenia namiotu “na dziko” w miejscu, w którym towarzysząca nam osoba mogłaby czuć się niekomfortowo. Krótko mówiąc – to taki czas, kiedy możemy sobie pozwolić na 100% podróżniczego egoizmu, który – tak sądzę – czasem każdemu z nas jest potrzebny.

 

Jakie polskie szlaki poleciłby Pan na weekend rowerowym amatorom?

Na niewątpliwego lidera w turystyce rowerowej w Polsce wyrasta Małopolska. Znaczące nakłady przy wsparciu Unii Europejskiej skutkują budową tras, jakie dotychczas mogliśmy oglądać wyłącznie w innych krajach Europy, przede wszystkim w Niemczech. Już dzisiaj na kilka dni przyjemnej rowerowej wyprawy nadaje się małopolska Wiślana Trasa Rowerowa między Oświęcimiem a wschodnim końcem województwa za Tarnowem. A za kilka-kilkanaście miesięcy gotowy będzie jeden z najpiękniejszych szlaków w całej Europie – Velo Dunajec, który poprowadzi z Zakopanego przez Nowy Targ, Niedzicę, Pieniński Przełom Dunajca, Nowy Sącz, aż do ujścia rzeki do Wisły pod Tarnowem. To będzie około 250 kilometrów naprawdę doskonałej rowerowej trasy.

Zupełnie inny charakter mają szlaki rowerowe Kaszubskiej Marszruty wokół Chojnic w Borach Tucholskich. Choć przez pewien czas niedostępne z powodu słynnej nawałnicy w 2017 roku, również są okazją do fajnego weekendu na rowerze. W odróżnieniu od nowych szlaków Małopolski, które prowadzą głównie po asfaltowych drogach dla rowerów, Kaszubska Marszruta prowadzi przeważnie po szutrowych, utwardzonych, wygodnych leśnych ścieżkach.

Mamy też mocno kontrowersyjny szlak Green Velo, który u wielu turystów, w tym i u mnie, budzi poczucie niewykorzystanej szansy na budowę szlaku dużo lepszej klasy. Mimo to Green Velo na pewno również należy do tras, którymi warto się interesować i który u osób, które nim jechały, budzi wiele pozytywnych wspomnień. Miałem okazję pokonać tę najbardziej zróżnicowaną część szlaku na Podkarpaciu i uważam, że chociażby odcinek Przemyśl-Rzeszów może być świetnym tłem dla rowerowej przygody.

Nowe trasy w wyraźnie lepszym od dotychczasowego standardzie budują lub wkrótce zamierzają budować Pomorze i Pomorze Zachodnie, na Dolnym Śląsku wspomina się o Blue Velo wzdłuż Odry, a Śląskie chce wykorzystać dawne liczne przemysłowe linie kolejowe do budowy sieci rowerowych traktów.

 

We wpisie na temat wycieczki dookoła Tatr pisze Pan o zachwycie nad Wysokimi Tatrami na Słowacji i kontraście względem polskich Tatr. Proszę powiedzieć coś więcej na ten temat.

Słowackie Tatry, a raczej krajobraz wokół nich, wydał mi się bardziej “estetyczny” niż ten polski. Niestety, bolączką naszego kraju jest niszczenie krajobrazu chaotyczną zabudową. Coraz rzadziej można cieszyć się w Polsce czystym, naturalnym krajobrazem, podczas gdy w krajach Europy zachodniej, także wokół słowackich Tatr, problem ten wydaje się dużo mniejszy.

W polskich miejscowościach o charakterze turystycznym wielkim problemem jest reklamowa brzydota. Zakopane zalane jest ohydnymi reklamami, a banery reklamowe zaczynają już pojawiać się nawet na pięknych zakopiańskich willach. Niestety nie mamy w sobie – jako naród – poczucia estetyki i potrzeby kreowania przyjaznej przestrzeni publicznej.

 

Jakie jest Pana najmilsze wspomnienie związane z Tatrami?

Licealna kilkudniowa ucieczka z ówczesną sympatią do Zakopanego i na tatrzańskie szlaki :-). A dzisiaj z Tatrami kojarzy mi się świetny rowerowy szlak wokół Tatr, który jest jednym z tych pierwszych rowerowych szlaków w Polsce o tym bardzo pożądanym, europejskim charakterze.

Na polskim odcinku polsko-słowackiej pętli wykorzystano między innymi długi fragment dawnej linii kolejowej zamieniając go we wspaniałą drogę rowerową z widokiem na Tatry, podczas której rowerem przejeżdżamy po mostach, po których kiedyś jeździły pociągi. W ten sam sposób prowadzi się wiele rowerowych dróg na zachodzie Europy budując atrakcyjną aktywną ofertę turystyczną regionów.

 

Jakie noclegi polecałby Pan cyklistom? Czy korzystał Pan z couchsurfingu?

Noclegi – każde! Rower jest na tyle wdzięcznym środkiem transportu, że może służyć każdemu turyście. Rowerem można podróżować zarówno z niewielką sakwą i nocując w świetnej klasy hotelach, jak i wozić w jednej z kilku sakw namiot i spać w miejscach, gdzie jeszcze nikt inny tego nie robił. I wcale to ostatnie nie musi to oznaczać niewielkiego budżetu u podróżującego – nawet w moim przypadku podczas podróży wzdłuż Nysy i Odry była to chęć większego kontaktu z naturą, o który tak trudno jest w codziennej, miejskiej rzeczywistości. Tylko dzięki wzięciu namiotu ze sobą miałem okazję jednej nocy obserwować wilki, bobra i pływające u moich stóp wydry, a drugiej od zmierzchu do świtu zachwycać się odgłosami z rykowiska jeleni, mającego miejsce po drugiej stronie rzeki.

Couchsurfing? Tak, mieliśmy okazję spędzić tak kilka nocy podczas naszej wyprawy po Alpach, śpiąc w ten sposób m.in. w Liechtensteinie i w Dolomitach. Jednak uczciwie mówiąc ten sposób noclegów nie przypadł nam do gustu. Za to my, rowerzyści, mamy swoją światową sieć noclegów zorganizowaną podobnie do Couchsurfingu, jednak prowadzoną przez sakwiarzy dla sakwiarzy. To poczucie wzajemnej więzi, zrozumienia tej niezwykłej specyfiki sakwiarskich podróży, zwykle gwarantuje przyjemne wspomnienia z rowerowych noclegów.